Tribute

przez , 07.lut.2008, w Bez kategorii

„Cahir zarąbał następnego, pod potężnym
uderzeniem nilfgaardzkiego miecza z czaszki zbójcy odpadło coś na
kształt porcji arbuza.”

Niby nic, a tak to sie zaczęło.. Absolutnie nie jest to
najlepszy cytat, jakich mnogo i wybór jest zaiste trudny, dowody
poniżej. Jednakowoż ten właśnie cytat, a raczej rzeczony arbuz tak
sugestywnie podziałał na moją wyobraźnię, że zapragnąłem coś z tym
zrobić. Jakoś podziękować.. Oddać hołd.

Wybrane przeze mnie, delikatnie wyselekcjonowane cytaty. Niestety większość z Wiki,
gdyż wspomniany Cahir Mawr Dyffryn aep Ceallach, tak dramatycznie, a
dla mnie inspirująco, zaczął walczyć dopiero w czwartej części sagi..

Pozwolilem je sobie podzielić na takie co skłaniają

  1. Do śmiechu:

    • - „Czekałam tu, w oberży, nie wypadało mi przecież iść tam, dokąd ty się
      udałeś, do owego przybytku wątpliwej rozkoszy, a niewątpliwej rzeżączki.”
    • Każdy szermierz dupa, kiedy wrogów kupa
    • - „ Miecz. Na plecach. Dlaczego masz na plecach miecz?
      Bo wiosło mi ukradli.”
      to jest akurat dowcip sytuacyjny, wiedźmin tako rzecze do gówniarza co go zasypuje pytaniami.

    • - „Widzieliście go? Rycerz chędożony! Herbowy! Trzy lwy w tarczy! Dwa srają, a trzeci warczy!”
    • - „– To tak, jak gdyby burak dochodził przyczyn i skutków swojego
      istnienia, nazywając wynik przemyśleń odwiecznym i tajemnym Konfliktem
      Bulwy i Naci, a deszcz uznał za Nieodgadnioną Moc Sprawdzą.(…)
      Rozumiesz mnie?
      – Staram się, ale mów wolniej proszę. Nie zapominaj, rozmawiasz z burakiem.”
      Z
      tym miałem mały problem, bo cała rozmowa zdecydowanie skłania do
      refleksji.. jednakże tutaj – wyrwana z kontekstu – myśle że pasuje w
      sam raz :))

    • - „Jedyną czynnością, która dobrze wychodzi samotnym, jest samogwałt.”
      - hehe, poniekąd jak wyżej :D
    • - Krasnoludy ciupią w tzw. Gwinta. Coś jak brydź, ale z dodatkiem drewnianych pałek, hehehe.
      – Placek w dzwonki.
      – Mała kupa w kule!
      – Grał król w kule, przesrał koszulę. Dubel w listki!
      – Gwint!
      – Nie śpij, Caleb. Dubel z gwintem był! Co licytujesz?
      – Duża kupa w dzwonki!
      – Akces. Haaa! I co? Nikt nie gwintuje? Dudy w miech, synkowie?
      – Wistujesz, Varda. Percival, jeszcze raz do niego mrugniesz, to cię tak pieprznę w oczodół, że do zimy nie pomrugasz.
      – Niżnik.
      – Panna!
      – Wyżnikiem po niej! Panna wydymanna! Biję i ha, ha, jeszcze serca mam, na czarną godzinę ukryte! Niżnik, krayżka, kralka…
      – I trumfem po niej! Kto nie ściąga kozery, ten jest cztery litery. I w kule! Aha, Zoltan? Tum cię w miętkie trafił!
      – Widzieliście go, gnoma pieprzonego. Ech, wziąłbym pałę…
    • – Symfonia – zauważył Regis, poruszając skrzydełkami swojego
      szlachetnego nosa – jest, jak zwykle, akustyczno – olfaktoryczna. Od
      walczącego o przetrwanie zbiorowiska bije rozkoszna woń gotowanej
      kapusty, warzywa, bez którego przetrwać jak widać nie sposób.
      Charakterystyczny akcent zapachowy tworzą również efekty potrzeb
      fizjologicznych, załatwianych gdzie popadło, najcześciej na obrzeżach
      obozowiska. Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego walka o przetrwanie
      objawia się niechęcią do kopania latryn.
      – Niech was bies porwie z
      tym waszym mądrym gadaniem – zdenerwowała się Milva – z pół setki
      wymyślnych słów, gdy starczą trzy: śmierdzi gównem i kapustą!

    • Zabawa i towarzystwo zaczęły pełnić rolę absolutnie drugorzędną.
      Zauważyłem, że mogę się bez nich obyć. Wystarczająca i naprawdę ważna
      stała się krew, nawet pita…
      – Do lustra? – wtrącił Jaskier.
      – Gorzej – odrzekł spokojnie Regis. – Ja nie odbijam się w lustrach.
      W
      zasadzie mało śmieszne, jeśli się sprawę potraktuje poważnie. Jednakże
      nawet jeśli sprawi, że zaczną się rozkminki to gówno by z nich wyszło,
      hehe.

    • - Bywają okazje, gdy zwyczajnie nie można się nie napić.

      Tu z kolei zawsze będzie mi się przypominać pewna anegdotka. I zawsze będzie mnie to śmieszyć :)

    • - Kobietom pieniądze potrzebne nie są. Bo i po co? Nie piją, w kości nie grają, a kobietami, psiakrew, są przecież same.
      Umieszczenie tego tutaj a nie tam, uważam, jest zagraniem czysto taktycznym z mojej strony :D
    • - Żarty na bok, jak powiedział król Dezmod, gdy wśród uczty goście nagle zaczęli sinieć i umierać.
      Tzw. rozśmieszanie mnie przez absurd, silnie kontrastujące stwierdzenia, często w jednym zdaniu. Działa zawsze.
    • - Czy ty mnie sluchasz? [powiedziała mistrzyni do swej adeptki pokazując jej swe prywatne pokoje - przyp. mój]
      - To zwierciadło… Jest magiczne, prawda?
      - Nie. Wyciskam przed nim pryszcze.

  2. Do kontemplacji:


    • - Pomyliłaś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
      Ulubiony tekst głównej złej postaci.

    • - Jeśli ma się przyjaciół, a mimo to wszystko się traci, jest
      oczywiste, że przyjaciele ponoszą winę. Za to, co uczynili, względnie
      za to, czego nie uczynili. Za to, że nie wiedzieli, co należy uczynić.

      Ten jeden cytat wydaje mi sie mocno dyskusyjny.. ekstremum w postrzeganiu przyjaźni.. kto chce zapraszam do polemiki.
    • - O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką.
      Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt
      gruszki.
      Ciekawe porównanie. Coś w nim jest :)
    • Ten jest mocny.
      „Ot, babska dola. Wielkie ambicje przekreśla zrujnowana macica.”
      Dość brutalnie ujęty pewien problem, nie powiem…
    • - Strzyg, wiwern, endriag i wilkołaków wkrótce nie będzie już na świecie. A skurwysyny będą zawsze.
      Prawda życiowa, bezdyskusyjna wręcz :D
    • – Moją ogromną przywarą – wyjaśnił – jest niepohamowana dobroć.
      Ja po prostu muszę czynić dobro. Jestem jednak rozsądnym krasnoludem i
      wiem, że wszystkim wyświadczyć dobra nie zdołam. Gdybym próbował być
      dobry dla wszystkich, dla całego świata i wszystkich zamieszkujących go
      istot, byłaby to kropelka pitnej wody w słonym morzu, innymi słowy:
      stracony wysiłek. Postanowiłem zatem czynić dobro konkretne, takie,
      które nie idzie na marne. Jestem dobry dla siebie i dla mego
      bezpośredniego otoczenia. Geralt nie zadawał więcej pytań.
    • Zaiste, wielkiego trzeba zadufania i wielkiego zaślepienia, by posokę lejącą się z szafotu nazywać sprawiedliwością.
      Ciekawa alegoria paru ustrojów politycznych. I innych rzeczy.
    • Postęp (…) jest jak stado świń. I tak należy na ów
      postęp patrzeć, tak go należy oceniać. Jak stado świń łażących po
      gumnie i obejściu. Z faktu istnienia tego stada wypływają rozliczne
      korzyści. Jest golonka. Jest kiełbasa, jest słonina, są nóżki w
      galarecie. Słowem, są korzyści! Nie ma co tedy nosem kręcić, że
      wszędzie nasrane.

      Kolejna prawda życiowa, ciekawie metaforycznie przedstawiona.
    • - Sam nie wiem, co o tym myśleć, jak powiedział król Dezmod, gdy przyłapano go na oszukiwaniu w karty.
      Bardzo
      ciekawy aspekt życia poruszony, buehehe.. no bo tak po prawdzie co mial
      powiedzieć król Dezmod, hęęę :D a co mieli powiedzieć jego koledzy
      gracze, niekoniecznie przecież monarchowie? :d

    • No i mój ulubiony cytat :) Absolutny faworyt. Komentarz zbędny.
      „Całe życie sikałeś pod wiatr, a wiedz, że dziś, tu, na zamku Stygga wysikałeś się pod huragan.”

Na koniec wycinek z ważnej części mojego życia jakies 2 tygodnie temu.

Próba pożyczenia od KOGOKOLWIEK/CZEGOKOLWIEK (wliczając 2 biblioteki)
brakujących dwóch tomów Sagi (niechże będzie, że zmitrężyłem na to 5
godzin, niechże będzie również założone, że zarabiam 10/h) – 50
złotych. Wkurw i decyzja kupienia brakujących tomów w księgarni – 64
złote. Sięgnięcie po czwarty tom, który posiadam od bez mała 10 lat;
okazanie sie (lewa ta strona cos.. kij), że połowa kartek z książki
wypadła i bezpowrotnie zagineła; wkurw jeszcze większy, szybki spontan
samochodem do empiku o 21:45, kupno kolejnego tomu – niech będzie
wszystko razem 44 złote.

Radosc z czytania arcydzieła Sapkowskiego po raz czwarty – bezcenne.

Zostaw komentarz więcej...

Nosze sie…

przez , 24.sty.2008, w Bez kategorii

.. z zamiarem pisania z powrotem na blogu… co jakis czas siadam sobie i czytam notki sprzed paru tygodni, miesiecy, lat… szmat czasu i cos zajebistego jednak, glownie dla mnie bo przeciez wiekszosc (jak nie wszyscy) czytajacych nie ma prawa zrozumiec notki takie jak Mniej Niz Zero, Darkness albo Poltora na Czterdziesci… to byly traumatyczne emocje ktorych nie zapomne do konca zycia, notki mi to tylko jeszcze raz, z podwojnym impetem, uswiadomily. Bardzo fajnie, nie nalezy odwracac sie od swojej przeszlosci. Dlatego decyzja w sumie podjeta, jakas notke pewnie zamieszcze. Ale bedzie jedna roznica, w zwiazku z tym ze doszedlem do wniosku ze to glownie dla mnie ta strona jest.. zamierzam bloga zabezpieczyc haslem. A bo tak. Kto bedzie mogl to czytac ten wie jak ze mna kontakt nawiazac, i jesli bedzie chcial nie bede widzial pewnie zadnych przeciwwskazan aby haslo udostepnic. No. To tyle, notka ta bedzie sobie wisiec pewnie chwilke :)) coby wszyscy ewentualni zainteresowani nie dostali nagle zawalu serca gdy strona poprosi ich o haslo :P

Co do mnie to jakos leci, przeciez musi :) Jestem w Polsce juz ponad pol roku i nie zaluje. Wole Krakow, naprawde piekne miasto :) W pracy naprawde dobrze, po 5 miesiacach dostalem podwyzke. Normalnie (w dodatku jest to zawsze zalezne od oceny) byloby to wogole mozliwe po pelnych 6 miesiacach, ze mna managment zrobil wyjatek, bo sie ze tak powiem sprawdzam :)) Opcji awansu, chociaz nie szybkiego raczej, jest calkiem sporo. Juz wszyscy w firmie poznali sie na moich zdolnosciach jezykowych, eksploatowany jestem dosc znacznie (absolutnie mi to nie przeszkadza), z poczatkiem lutego bedziem mieli wizytacje potencjalnego nowego duzego klienta ze Stanow (moze nie bede rzucal nazwami.. powiem tylko ze projekt roboczo zostal nazwany Hogwarts :))) – trzeba bedzie zrobic dobre wrazenie na lunchu i Dave zostal do tego wydelegowany :)

Sesja sie zbliza a ja sie oczywiscie jesli o nauke chodzi opierdalam. Ale jak patrzylem na notki z poprzednich lat to i tak jest dobrze, bo cos jednak sie uczylem :) Pierwsze zaliczenie z majcy mam juz z glowy, bardzo dumny z siebie jestem, musze powiedziec –
ostatnim razem kiedy tak naprawde uczylem sie matematyki, mozeta mi wierzyc lub nie, bylo w 3 klasie liceum. Od tamtej pory olewka i to na calego. I dostalem -4 :))) Wiec ogolnie luz. Tzn. nie luz bo sesja sie rozpedza i pewnie bede mial jednak troche tych poprawek, ale mysle ze dam rade, jest git :) pozdrawiam.

3 komentarze więcej...

Pozegnanie.

przez , 22.lip.2007, w Bez kategorii

Przyjechalem do Polski, jutro pierwszy dzien w pracy. W starym mieszkaniu (domie…?) powoli z powrotem sie aklimatyzuje. Bedzie dobrze. Odblogowalem sie… niniejszym to jest ostatnia notka. Dziekuje za uwage.. przez ponad 5 lat..

3 komentarze więcej...

ujme to tak…

przez , 30.maj.2007, w Bez kategorii

trudno mi jest cokolwiek napisac ostatnio. nie mam ochoty..wiele rzeczy ostatnio obserwuje, nie podobaja mi sie. ciezko jest kiedy widzi sie swoja belke, widzi sie ze jest nie na miejscu, przeszkadza, uwiera, ze trzeba cos z nia zrobic.. i jednoczesnie nic sie z nia nie robi.

za miesiac bede juz z powrotem w PL. na dluzej. i nie wiem czy dobrze robie.

2 komentarze więcej...

about:blank

przez , 16.mar.2007, w Bez kategorii

Jestem sobie w anglii od lutego, sie pracuje, sie imprezuje, sie rozkminia.

Dwa miesiace juz mija, wiec mysle moge to w koncu wykrztusic na blogu… scialem wlosy. Tylko nie tak jak 2,5 roku temu, ze scialem ot bo przyjechalem do anglii, szukam pracy i zapuszczam znowu. Nie. Z tym sie wiaze cos wiecej, zasadnicza zmiana image’u. Lekarz odradzil mi chodzenia w czarnych rzeczach (sic!)… cos w tym jednak musi byc, bo w polaczeniu z innymi czynnikami – wynik zasadniczo mnie zadowala, alergia juz sie nie daje tak we znaki. Ale layout bloga pozostawie jaki jest, bo dalej czarna muzyka (nie mylic z soulem/gospelem) jest najblizsza memu sercu. Na szczescie zapatrywan muzycznych lekarze nie sa wladni zmieniac. Chyba… bo myslalem, ze co do sposobu ubierania sie tez nie sa wladni.. :/

Juz sie z tym prawie pogodzilem…

6 komentarze więcej...

back in uk

przez , 06.lut.2007, w Bez kategorii

I wrocilem, choc nie na dlugo. Porobilo sie troche i wroce do Polski na stale za pare miechow. Prace mam, zaczynam w ten czwartek, spowrotem w call-centre, tyle ze teraz bedzie wiecej godzin.

In omnibus requiem quaesivi, et nusquam inveni nisi in angulo cum libro.

3 komentarze więcej...

Wesolych.

przez , 24.gru.2006, w Bez kategorii

No i jestem spowrotem w domu. Przyjechalem dwa dni temu pod wieczor, od razu do mieszkania babci, bo w naszym domu trwa ostry remont. Rodzice przewidzieli jak bardzo tesknilem za naszym kotkiem i sprowadzili go do babci mieszkania. Dzieki temu zabiegowi moglismy zaobserwowac potwierdzenie podejrzen, ze glownym alergenem w naszym mieszkaniu jest moja kochana Poziomka… smutne to, ale nie jest mi dane zyc z moim kotem. Oczy jak po spaleniu ‚Pytona’, twarz cala czerwona, jakies bable powyskakiwaly, kichanie wersja ckm… i to wszystko w przeciagu moze pol godziny od przekroczenia progu domu. Eh…

Ale ciesze sie ze przyjechalem. Opcji i teorii leczenia jest multum, trzeba tylko rozkminic ocb i bedzie dobrze. A i swieta w rodzinnym gronie zaczynam powoli doceniac…

4 komentarze więcej...

Wiadomosc dla..

przez , 15.gru.2006, w Bez kategorii

.. moich wiernych szyderczych czytelnikow :]

Zyje ale nie chce mi sie pisac na blogu. Spowodowane jest to szeregiem powodow spomiedzy ktorych warto wyroznic nastepujace: a) laptop mam zepsuty, sila rzeczy rzadziej jestem online. b) brak weny tworczej, razem z glebszymi przemysleniami polegajacymi na checi ograniczenia swojej ekstrawertycznosci.

Zostaw komentarz więcej...

Swiadomosc.

przez , 23.lis.2006, w Bez kategorii

Zbyt wielu rzeczy sprawia, ze ogarnia mnie czasami przygnebiajaca wrecz bezsilnosc.

Jak super ze nie jestem bogiem, bo nie pozostaloby mi nic innego jak tylko sobie w leb strzelic.

4 komentarze więcej...

Business Development

przez , 09.lis.2006, w Bez kategorii

Najpierw musze ten termin wytlumaczyc. Praca w prywatnej agencji pracy glownie sklada sie z tego jej aspektu wlasnie – Business Development. Polega to na dzwonieniu do roznych firm czy korporacji i przekonywaniu ich ze potrzebuja naszych uslug. Ze jesli maja problemy z wypelnieniem stanowiska, jak jakis pracownik nagle bedzie mial wypadek i bedzie dlugo poza praca – w takich sytuacjach duze firmy wrecz sa zmuszone do korzystania z agencji, bo te maja wlasnie na taka okazje przygotowana baze danych kandydatow gotowych do wskoczenia natychmiast na to miejsce pracy ktore sie nagle zwolnilo.
Sales calls – czyli hm… telefonowanie zeby sprzedac. Czyli to co powinno sie robic jako recruitment consultant – poprzez sales calls osiaga sie business development.

Osobnym aspektem pracy jako konsultant kadrowy (rektrutacyjny?) jest opieka nad swoimi temp’ami (czyli osoby ktore znalazly prace przez nasza agencje, de fakto pracujace na ta agencje). Obowiazkiem takiego konsultanta jest dbanie o ich dobrobyt. Czyli zalatwianie ich spraw, pomoc przy zalozeniu konta bankowego, pomoc przy National Insurance number (skladki na ubezpieczenie od panstwa). Rowniez jesli ich pracodawca nie policzyl ich nadgodzin – rozmowa z takim pracodawca i wyjasnienie tego, doplata dla naszego pracownika tych brakujacych nadgodzin, ogolnie bardzo duzo roznych spraw. Jest to bardzo czasochlonne i zdazalo mi sie spedzac caly dzien tylko i wylacznie pomagajac ludziom ktorzy znajdowali sie pod „moja opieka” ze tak powiem.

Prawdziwa sztuka bycia konsultantem to umiejetnosc pogodzenia tych dwoch aspektow. Mi sie nie udalo. Majac 37 osob „pod moimi skrzydlami”, starajac sie zawsze byc dla nich pomocnym – zaniedbywalem Business Development. A moich szefow malo obchodzilo, czy taki jeden co pracuje dla mnie dostal nalezne nadgodziny czy nie. Ich obchodzi kasa, a wieksza kasa zwiazana jest tylko i wylacznie z powiekszaniem biznesu. Inne priorytety mna zawsze kierowaly, bardzo ambiwalentny stosunek do pieniedzy mam. W zasadzie wiedzialem to od zawsze, ale jednak przez to ze ta praca sprawiala mi tyle satysfakcji – wolalem sie oszukiwac. Ale prawda jest taka ze nie nadaje sie na Recruitment Consultanta. Wazniejsze jest dobro firmy, niz tempy – ktorych absolutnie nalezy traktowac przedmiotowo. Nalezy jesli chce sie zatrzymac posade :]

Dlatego dzisiaj podziekowano mi bardzo kulturalnie za swoje uslugi.

Szkoda. Ale to nie jest koniec swiata Mamusiu, dlatego prosze Cie nie martw sie o mnie bo ja sobie poradze. Wyjdzie na to, ze teraz ja bede takim tempem hehe :) Raczej szybko mi moi byli pracodawcy znajda prace, juz niejeden raz tak robili ze swoimi bylymi pracownikami. Obrazoburczo mozna to nakreslic przez rysunek mrowkojada zmieniajacego sie w mrowke. Ja to nazywam „pozbycie sie uciazliwej osoby w bialych rekawiczkach” :)

A teraz trza sie upic. Podziekowal.

2 komentarze więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...