Bez kategorii

Condensation.

przez , 08.kwi.2016, w Bez kategorii

Wracam do domu po pracy, pomyje naczynia, posprzatam, poudzielam lekcji, pobiegam, pogram w HearthStone, pospie. Jest ok!

Zostaw komentarz więcej...

Andrzej Ziemianski – Achaja

przez , 29.lut.2016, w Bez kategorii, osobiste, Poglady

453

Biegla jednak, zagryzajac zeby. Wiedziala, ze wlasnie zlapala drugi oddech. Byla trzezwa, choc zmeczona.
„Pamietaj, jak zacznie Ci sie wydawac, ze wszystko jest dobrze… Albo jak uznasz, ze wlasciwie, co cie to wszystko obchodzi – juz po tobie! Bij sie po twarzy! Z calej sily. Rozoraj sobie skore do krwi paznokciami, wydlub oko! Pamietaj, w zyciu nigdy wszystko naraz nie uklada sie dobrze, jesli tak ci sie wydaje, znaczy ze wariujesz”. Nie bylo potrzeby. Miala trzezwy umysl, wszystko szlo swietnie… Kurwa! Rozorala sobie przedramie do krwi i rzeczywiscie troche ja otrzezwilo. Zlizala krew i ruszyla dalej.

Zostaw komentarz więcej...


This is… Plymouth!

przez , 01.lis.2010, w Bez kategorii

Jest poprawa. Na pewno nie uczuciowa. Na pewno nie finansowa (jeszcze, ale idzie bardzo ku lepszemu). Na pewno nie zdrowotna. Wiec tylko psychika moja krucha pozostaje :) Jeszcze nie poskladalem jej do konca do kupy, oj nie.. ale w swietle najnowszych informacji – jest to maly kroczek dla mnie, gigantyczny dla moich kompleksow lol… Dowiedzialem sie dzisiaj o rzeczy, ktorej sam powinienem sie domyslic 10 lat temu (slownie DZIESIEC kurwamac LAT TEMU!!). CDMS jakies dwa tygodnie temu przekazala to info mojemu Ojcu; dzis po ponad poltoragodzinnej rozmowie, mimochodem mi o tym napomknal. Pierdolnelo mnie to jak obuchem w glowe, nie powiem… ale taka wiadomosc to lepiej pozniej niz nigdy, serio serio :) Teraz juz pozamiatane, ale gdybym wtedy o tym wiedzial… eh, szkoda. Teraz pozostaje wyciagnac z tego wnioski, zapamietac na przyszlosc i przede wszystkim – zaczac wcielac w zycie!! Co niniejszym uczynie jutro, kupujac jakis fikusny papier i dostarczajac moj pierwszy w zyciu (serio, nigdy sie w walentynki nie bawilem) liscik milosny! buehehe, Dawid sie sztucznie odmladza, na sama mysl o tym czuje sie jak smarkacz :)

Z kronikarskiego obowiazku poinformuje, ze: 
- od kiedy mieszkam u Neptuna (jakos od polowy sierpnia) zaczalem sie czesciej usmiechac. Wielka w tym zasluga ludzi z ktorymi mieszkam, oni naprawde robia roznice.
- kupilem sobie dokladnie tydzien temu nowy samochod – Clio 1.9 tdi. Ubezpieczyc (i to bardzo tanio!!!!) udalo sie go dopiero w srode, wiec se smigam 4-ty dzien dopiero, ale jest wypas. Christine zezlomowana, dostalem za nia na szrocie 92 funty. Mozliwe, ze kiedys poswiece osobna notke na Christine, sporo super wspomnien z tym samochodem zaposiadam..
- lekcje przychodza i odchodza, ale constans sie utrzymuje na poziomie ok. 10h/tygodniowo, co mnie calkiem zadowala
- banki w polsce mi nie daja spokoju. nie bierzta kredytow nigdy przenigdy, kredyty to zlo wcielone. no chyba ze hipoteczny.
Oprocz powyzszych, robie sobie przerwe od wszelakich uzywek (za wyjatkiem fajek) od 23 pazdziernika. Przedwczoraj bylem na imprezie halloween’owej u kolezanki z pracy i bylem jedynym ktory nie pil. Byla to rowniez pierwsza w moim zyciu domowka na ktorej nie wypilem grama alkoholu. Po 7 godzinach przedniej zabawy spokojnie wsiadlem w samochod o 5 nad ranem i wrocilem do siebie. Da sie. Przerwa ma potrwac do nowego roku, i nie widze powodu dla ktorego mialoby sie stac inaczej. Zreszta juz kiedys cos takiego zrobilem, jedyna roznica to to, ze wtedy mialem powod medyczny. Teraz to moje widzimisie :)
PS. nie mialem pomyslu na tytul notki, ale po ukonczeniu jej, przeczytaniu, przypomniala mi sie taka jedna, podobna, sprzed dwoch lat jakos.. dlatego tytul notki dedykowany jest mojemu braciszkowi :)
Zostaw komentarz więcej...

Tribute

przez , 14.kwi.2010, w Bez kategorii

Notka oryginalnie datowana na 2008-02-07, godzina 02:34:19, do tej pory byla po prostu zapisana w systemie jako *ukryta* – z niewiadomych przyczyn (slomiany zapal odrzucamy kategorycznie i natychmiast) nigdy nie opublikowana. Tresc w zasadzie skonczona, chcialem tylko te tabelki z cytatami jakos tak ladniej wycieniowac, chujemujedzikieweze porobic. Odkopana z okazji  dzisiejszych rozkminek egzystencjonalno-depresyjnych z nieodzalowanym przyjacielem Radkiem.



„Cahir zarąbał następnego, pod potężnym
uderzeniem nilfgaardzkiego miecza z czaszki zbójcy odpadło coś na
kształt porcji arbuza.”

Niby nic, a tak to sie zaczęło.. Absolutnie nie jest to
najlepszy cytat, jakich mnogo i wybór jest zaiste trudny, dowody
poniżej. Jednakowoż ten właśnie cytat, a raczej rzeczony arbuz tak
sugestywnie podziałał na moją wyobraźnię, że zapragnąłem coś z tym
zrobić. Jakoś podziękować.. Oddać hołd.

Wybrane przeze mnie, delikatnie wyselekcjonowane cytaty. Niestety
większość z Wiki,
gdyż wspomniany Cahir Mawr Dyffryn aep Ceallach, tak dramatycznie, a
dla mnie inspirująco, zaczął walczyć dopiero w czwartej części sagi..

Pozwolilem je sobie podzielić na takie co skłaniają

  1. Do śmiechu:

    • - „Czekałam tu, w oberży, nie wypadało mi przecież iść tam, dokąd
      ty się
      udałeś, do owego przybytku wątpliwej rozkoszy, a niewątpliwej
      rzeżączki.”
    • Każdy szermierz dupa, kiedy wrogów kupa
    • - „ Miecz. Na plecach. Dlaczego masz na plecach
      miecz?
      Bo wiosło mi ukradli.”
      to jest akurat dowcip sytuacyjny, wiedźmin tako rzecze do
      gówniarza co go zasypuje pytaniami.

    • - „Widzieliście go? Rycerz chędożony! Herbowy! Trzy lwy w tarczy!
      Dwa srają, a trzeci warczy!”
    • - „– To tak, jak gdyby burak dochodził przyczyn i skutków
      swojego
      istnienia, nazywając wynik przemyśleń odwiecznym i tajemnym Konfliktem
      Bulwy i Naci, a deszcz uznał za Nieodgadnioną Moc Sprawdzą.(…)
      Rozumiesz mnie?
      – Staram się, ale mów wolniej proszę. Nie zapominaj, rozmawiasz z
      burakiem.”
      Z
      tym miałem mały problem, bo cała rozmowa zdecydowanie skłania do
      refleksji.. jednakże tutaj – wyrwana z kontekstu – myśle że pasuje w
      sam raz :))

    • - „Jedyną czynnością, która dobrze wychodzi samotnym, jest
      samogwałt.”
      - hehe, poniekąd jak wyżej :D
    • Krasnoludy ciupią w tzw. Gwinta. Coś jak brydź, ale z dodatkiem
      drewnianych pałek, hehehe.
      – Placek w dzwonki.
      – Mała kupa w kule!
      – Grał król w kule, przesrał koszulę. Dubel w listki!
      – Gwint!
      – Nie śpij, Caleb. Dubel z gwintem był! Co licytujesz?
      – Duża kupa w dzwonki!
      – Akces. Haaa! I co? Nikt nie gwintuje? Dudy w miech, synkowie?
      – Wistujesz, Varda. Percival, jeszcze raz do niego mrugniesz, to cię
      tak pieprznę w oczodół, że do zimy nie pomrugasz.
      – Niżnik.
      – Panna!
      – Wyżnikiem po niej! Panna wydymanna! Biję i ha, ha, jeszcze serca
      mam, na czarną godzinę ukryte! Niżnik, krayżka, kralka…
      – I trumfem po niej! Kto nie ściąga kozery, ten jest cztery litery. I w
      kule! Aha, Zoltan? Tum cię w miętkie trafił!
      – Widzieliście go, gnoma pieprzonego. Ech, wziąłbym pałę…
    • – Symfonia – zauważył Regis, poruszając skrzydełkami swojego
      szlachetnego nosa – jest, jak zwykle, akustyczno – olfaktoryczna. Od
      walczącego o przetrwanie zbiorowiska bije rozkoszna woń gotowanej
      kapusty, warzywa, bez którego przetrwać jak widać nie sposób.
      Charakterystyczny akcent zapachowy tworzą również efekty potrzeb
      fizjologicznych, załatwianych gdzie popadło, najcześciej na obrzeżach
      obozowiska. Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego walka o przetrwanie
      objawia się niechęcią do kopania latryn.
      – Niech was bies porwie z
      tym waszym mądrym gadaniem – zdenerwowała się Milva – z pół setki
      wymyślnych słów, gdy starczą trzy: śmierdzi gównem i kapustą!

    • Zabawa i towarzystwo zaczęły pełnić rolę absolutnie drugorzędną.
      Zauważyłem, że mogę się bez nich obyć. Wystarczająca i naprawdę ważna
      stała się krew, nawet pita…
      – Do lustra? – wtrącił Jaskier.
      – Gorzej – odrzekł spokojnie Regis. – Ja nie odbijam się w lustrach.
      W
      zasadzie mało śmieszne, jeśli się sprawę potraktuje poważnie. Jednakże
      nawet jeśli sprawi, że zaczną się rozkminki to gówno by z nich wyszło,
      hehe.

    • - Bywają okazje, gdy zwyczajnie nie można się nie napić.

      Tu z kolei zawsze będzie mi się przypominać pewna anegdotka.
      I zawsze będzie mnie to śmieszyć :)

    • - Kobietom pieniądze potrzebne nie są. Bo i po co? Nie piją, w
      kości nie grają, a kobietami, psiakrew, są przecież same.

      Umieszczenie tego tutaj a nie tam, uważam, jest zagraniem czysto
      taktycznym z mojej strony :D
    • - Żarty na bok, jak powiedział król Dezmod, gdy wśród uczty
      goście nagle zaczęli sinieć i umierać.

      Tzw. rozśmieszanie mnie przez absurd, silnie kontrastujące
      stwierdzenia, często w jednym zdaniu. Działa zawsze.
    • - Czy ty mnie sluchasz? [powiedziała mistrzyni do swej
      adeptki pokazując jej swe prywatne pokoje - przyp. mój]
      - To zwierciadło… Jest magiczne, prawda?
      - Nie. Wyciskam przed nim pryszcze.

  2. Do kontemplacji:


    • - Pomyliłaś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
      Ulubiony tekst głównej złej postaci.

    • - Jeśli ma się przyjaciół, a mimo to wszystko się traci, jest
      oczywiste, że przyjaciele ponoszą winę. Za to, co uczynili, względnie
      za to, czego nie uczynili. Za to, że nie wiedzieli, co należy uczynić.

      Ten jeden cytat wydaje mi sie mocno dyskusyjny.. ekstremum w
      postrzeganiu przyjaźni.. kto chce zapraszam do polemiki.
    • - O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką.
      Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt
      gruszki.
      Ciekawe porównanie. Coś w nim jest :)
    • Ten jest mocny.
      „Ot, babska dola. Wielkie ambicje przekreśla zrujnowana macica.”
      Dość brutalnie ujęty pewien problem, nie powiem…
    • - Strzyg, wiwern, endriag i wilkołaków wkrótce nie będzie już na
      świecie. A skurwysyny będą zawsze.

      Prawda życiowa, bezdyskusyjna wręcz :D
    • – Moją ogromną przywarą – wyjaśnił – jest niepohamowana dobroć.
      Ja po prostu muszę czynić dobro. Jestem jednak rozsądnym krasnoludem i
      wiem, że wszystkim wyświadczyć dobra nie zdołam. Gdybym próbował być
      dobry dla wszystkich, dla całego świata i wszystkich zamieszkujących
      go
      istot, byłaby to kropelka pitnej wody w słonym morzu, innymi słowy:
      stracony wysiłek. Postanowiłem zatem czynić dobro konkretne, takie,
      które nie idzie na marne. Jestem dobry dla siebie i dla mego
      bezpośredniego otoczenia. Geralt nie zadawał więcej pytań.
    • Zaiste, wielkiego trzeba zadufania i wielkiego zaślepienia, by
      posokę lejącą się z szafotu nazywać sprawiedliwością.
      Ciekawa alegoria paru ustrojów politycznych. I innych rzeczy.
    • Postęp (…) jest jak stado świń. I tak należy na ów
      postęp patrzeć, tak go należy oceniać. Jak stado świń łażących po
      gumnie i obejściu. Z faktu istnienia tego stada wypływają rozliczne
      korzyści. Jest golonka. Jest kiełbasa, jest słonina, są nóżki w
      galarecie. Słowem, są korzyści! Nie ma co tedy nosem kręcić, że
      wszędzie nasrane.

      Kolejna prawda życiowa, ciekawie metaforycznie przedstawiona.
    • - Sam nie wiem, co o tym myśleć, jak powiedział król Dezmod, gdy
      przyłapano go na oszukiwaniu w karty.
      Bardzo
      ciekawa sytuacja poruszona, buehehe.. no bo tak po prawdzie co
      mial
      powiedzieć król Dezmod, hęęę :D a co mieli powiedzieć jego koledzy
      gracze, niekoniecznie przecież monarchowie? :d

    • No i mój ulubiony cytat :) Komentarz zbędny.
      „Całe życie sikałeś pod wiatr, a wiedz, że dziś, tu, na zamku
      Stygga wysikałeś się pod huragan.”

Na koniec wycinek z ważnej części mojego życia jakies 2 tygodnie temu.

Próba pożyczenia od KOGOKOLWIEK/CZEGOKOLWIEK (wliczając 2 biblioteki)
brakujących dwóch tomów Sagi (niechże będzie, że zmitrężyłem na to 5
godzin, niechże będzie również założone, że zarabiam 10/h) – 50
złotych. Wkurw i decyzja kupienia brakujących tomów w księgarni – 64
złote. Sięgnięcie po czwarty tom, który posiadam od bez mała 10 lat;
okazanie sie (lewa ta strona cos.. kij), że połowa kartek z książki
wypadła i bezpowrotnie zagineła; wkurw jeszcze większy, szybki spontan
samochodem do empiku o 21:45, kupno kolejnego tomu – niech będzie
wszystko razem 44 złote.

Radosc z czytania arcydzieła Sapkowskiego po raz czwarty – bezcenne.

Zostaw komentarz więcej...

ciekawe czy ktos tu jeszcze zaglada

przez , 21.wrz.2009, w Bez kategorii

Wrocilem spowrotem na stare smiecie, od miesiaca w Plymouth, UK. Zycie czas zaczac na nowo, teraz juz troche bardziej, mam nadzieje, mam poukladane pod kopula. Saxy pelna geba w sensie, lol.

1 komentarz więcej...

Welcome from the grave…

przez , 10.sty.2009, w Bez kategorii

Szczesliwego nowego roku.

Ostatnie szesc miesiecy nie chce mi sie komentowac. Ma byc lepiej. Z rzeczy wartych odnotowania: Bratu urodzila sie sliczna i zdrowa coreczka, congratsy Mlody! Bylem na prawie wszystkich meczach u siebie (niestety pomimo karnetu z powodu pracy musialem opuscic dwa mecze, z Arka 17/09 i LKS 8/11), bylem rowniez na wyjezdzie w Zabrzu 5 pazdziernika.

O sobie nie chce pisac, wystarczy mi wlasne kielkujace przekonanie o hipochondrii :) nie potrzebuje komentarzy aby sie co do tego upewnic.

Wpis dodany pod wplywem przeczytania sporej czesci archiwum (zonk! hehe). Impuls jakis. Juz myslalem ze to umarlo bezpowrotnie heh…

Zostaw komentarz więcej...

Cierpial ktos kiedys na…

przez , 15.maj.2008, w Bez kategorii

.. absolutny i totalny brak nudy?
Krew nie woda, perfidnie od kiedy przyjechalem do Polski cos sie dzieje. Zakretu nie moge zlapac. Tyle sie dzieje… chcialbym cos tu napisac, ale naprawde szkoda mi na to czasu, LOL. Wiec jazda z koksem lakonicznie. Wisla, wyjazdy, nowe znajomosci. Powrot do lekcji angielskiego, rowniez udzielane uczniom Ojca, praca, awansik (poziomy, ale chuj, wazne doswiadczenie), nowy projekt, mutualizacja, nowi ludzie, nowe kobiety, posada trenera, nowe znajomosci. Imprezy, chlanie, rzucenie ziola, troche wiecej chlania, troche wiecej palenia. Piast, ludzie, obserwacja, Wilhelm z Baskerville, potem Geralt. Iluminacja, fascynacja herbalistyka, genealogia mojej rodziny, odnawianie wiezi, zrywanie wiezi, trupy w szafie, kufry skarbow na strychu/w piwnicach, sygnet rodowy i zwiazana z nim szlachecka tradycja. Olsnienie zdrowotne, percepcja poprawiona +100% przynajmniej, setki badan w prywatnym centrum medycznym oplacanym przez pracodawce, zdrowe (w miare mozliwosci -> patrz duzo imprez i chlanie) odzywianie, troska o zdrowie, masaze u kregarza, troska o skolioze (czego sie balem, tyle przy kompie, a tu zalazki dyskopatii, lol), zakup roweru, cwiczenia (za malo; rano). Zwiekszone horyzonty, koncerty, nauka gry na gitarze, spontan w wielkanoc na Slowacje samochodem z nowo poznana Finka, dwa niesamowite dni, kupno gry planszowej i serii grafik o spersonifikowanych psach, jeszcze wczesniej obraz na Rynku Glownym zakupiony, 3 symbole meskosci utozsamiajacy. W muzyce rowniez te 3 symbole odnalazlem, wszystko ma perfect sense. Nauka, nauka, nauka. Nie nad ksiazkami tylko aktywne uczenie sie na wykladach, zadawanie masy pytan wykladowcom, niesamowite 2.0 z kolosa z makro ktore obiecalem kolezankom z grupy ze poprawie i po jednej rozmowie z magistrem bylo 3.0. Ucz sie ucz, nauka to potegi klucz, ambitne plany bycia wiecznym studentem, swiadomosc celu przede mna, pierwszy raz od 24 lat w pelni swiadomy wybor i przekonanie o jego slusznosci. Plany zdobycia tytulu naukowego, znajomosc tytulow pracy magisterskiej, habilitacyjnej, pfffff…. rozkminki o drugim fakultecie, mgliste pojecie cototomabyc. Spotykanie wielu madrych ludzi, profesorow, doktorow. Pogrzeby znajomych rodziny; wesela znajomych, rodziny. Jako takie (jak mam to niby kurwa obiektywnie stwierdzic… fpistu) powodzenie u kobiet. Plany, plany, plany. Problemy z bratem. Juz bardzo powazne, rozumienie sie bez slow, wszystko niby ok a jest tak bardzo kurwa daleko od ok. Problemy z Matka. Zwolanie Lozy, marnej bo marnej jednakze na pewno zbiorowej psychoterapii. Osad nade mna zem pierdolniety lub conajmniej alkoholik, tulanie sie od terapeuty do terapeuty ktorzy po kolei stwierdzaja, ze wszystko ok. Bardzo fajnie, bo nowa teoria juz w glowie, kazdy to studnia bez dna z ktorej ja chce czerpac, uczyc sie, uczyc sie, uczyc sie. I naiwne przekonanie, ze umiem przesiewac. Kamienie od brylantow, lub na odwrot. Czerpac jak najwiecej brylantow.

Na koniec moze jeszcze dodam ze Wisla. Wisla ponad wszystko. Jak na razie wyjazdy: puchar polski 2X (Twierdza Wroclaw i final w Belchatowie), liga 2,5x (Bytom i Warszawa, zakupiony bilet i transport do Grodziska, zapicie mordy i troche nieporozumien – najwiekszy niedojazd pewnie w moim zyciu..). Czyli tak na sucho 4,5 a po prawdzie 3 (bo ani mecz pucharowy ze zgoda we Wrocku, ani niedojazd na Dyskobolie nie powinien sie liczyc). Ale mysle i tak niezle jak na pierwszy sezon wyjazdow. Tylko Wisla!

Aha… no i mam nowego Aniolka..  deja vu kurwa mac, czarno to widze…

2 komentarze więcej...

Tribute

przez , 07.lut.2008, w Bez kategorii

„Cahir zarąbał następnego, pod potężnym
uderzeniem nilfgaardzkiego miecza z czaszki zbójcy odpadło coś na
kształt porcji arbuza.”

Niby nic, a tak to sie zaczęło.. Absolutnie nie jest to
najlepszy cytat, jakich mnogo i wybór jest zaiste trudny, dowody
poniżej. Jednakowoż ten właśnie cytat, a raczej rzeczony arbuz tak
sugestywnie podziałał na moją wyobraźnię, że zapragnąłem coś z tym
zrobić. Jakoś podziękować.. Oddać hołd.

Wybrane przeze mnie, delikatnie wyselekcjonowane cytaty. Niestety większość z Wiki,
gdyż wspomniany Cahir Mawr Dyffryn aep Ceallach, tak dramatycznie, a
dla mnie inspirująco, zaczął walczyć dopiero w czwartej części sagi..

Pozwolilem je sobie podzielić na takie co skłaniają

  1. Do śmiechu:

    • - „Czekałam tu, w oberży, nie wypadało mi przecież iść tam, dokąd ty się
      udałeś, do owego przybytku wątpliwej rozkoszy, a niewątpliwej rzeżączki.”
    • Każdy szermierz dupa, kiedy wrogów kupa
    • - „ Miecz. Na plecach. Dlaczego masz na plecach miecz?
      Bo wiosło mi ukradli.”
      to jest akurat dowcip sytuacyjny, wiedźmin tako rzecze do gówniarza co go zasypuje pytaniami.

    • - „Widzieliście go? Rycerz chędożony! Herbowy! Trzy lwy w tarczy! Dwa srają, a trzeci warczy!”
    • - „– To tak, jak gdyby burak dochodził przyczyn i skutków swojego
      istnienia, nazywając wynik przemyśleń odwiecznym i tajemnym Konfliktem
      Bulwy i Naci, a deszcz uznał za Nieodgadnioną Moc Sprawdzą.(…)
      Rozumiesz mnie?
      – Staram się, ale mów wolniej proszę. Nie zapominaj, rozmawiasz z burakiem.”
      Z
      tym miałem mały problem, bo cała rozmowa zdecydowanie skłania do
      refleksji.. jednakże tutaj – wyrwana z kontekstu – myśle że pasuje w
      sam raz :))

    • - „Jedyną czynnością, która dobrze wychodzi samotnym, jest samogwałt.”
      - hehe, poniekąd jak wyżej :D
    • - Krasnoludy ciupią w tzw. Gwinta. Coś jak brydź, ale z dodatkiem drewnianych pałek, hehehe.
      – Placek w dzwonki.
      – Mała kupa w kule!
      – Grał król w kule, przesrał koszulę. Dubel w listki!
      – Gwint!
      – Nie śpij, Caleb. Dubel z gwintem był! Co licytujesz?
      – Duża kupa w dzwonki!
      – Akces. Haaa! I co? Nikt nie gwintuje? Dudy w miech, synkowie?
      – Wistujesz, Varda. Percival, jeszcze raz do niego mrugniesz, to cię tak pieprznę w oczodół, że do zimy nie pomrugasz.
      – Niżnik.
      – Panna!
      – Wyżnikiem po niej! Panna wydymanna! Biję i ha, ha, jeszcze serca mam, na czarną godzinę ukryte! Niżnik, krayżka, kralka…
      – I trumfem po niej! Kto nie ściąga kozery, ten jest cztery litery. I w kule! Aha, Zoltan? Tum cię w miętkie trafił!
      – Widzieliście go, gnoma pieprzonego. Ech, wziąłbym pałę…
    • – Symfonia – zauważył Regis, poruszając skrzydełkami swojego
      szlachetnego nosa – jest, jak zwykle, akustyczno – olfaktoryczna. Od
      walczącego o przetrwanie zbiorowiska bije rozkoszna woń gotowanej
      kapusty, warzywa, bez którego przetrwać jak widać nie sposób.
      Charakterystyczny akcent zapachowy tworzą również efekty potrzeb
      fizjologicznych, załatwianych gdzie popadło, najcześciej na obrzeżach
      obozowiska. Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego walka o przetrwanie
      objawia się niechęcią do kopania latryn.
      – Niech was bies porwie z
      tym waszym mądrym gadaniem – zdenerwowała się Milva – z pół setki
      wymyślnych słów, gdy starczą trzy: śmierdzi gównem i kapustą!

    • Zabawa i towarzystwo zaczęły pełnić rolę absolutnie drugorzędną.
      Zauważyłem, że mogę się bez nich obyć. Wystarczająca i naprawdę ważna
      stała się krew, nawet pita…
      – Do lustra? – wtrącił Jaskier.
      – Gorzej – odrzekł spokojnie Regis. – Ja nie odbijam się w lustrach.
      W
      zasadzie mało śmieszne, jeśli się sprawę potraktuje poważnie. Jednakże
      nawet jeśli sprawi, że zaczną się rozkminki to gówno by z nich wyszło,
      hehe.

    • - Bywają okazje, gdy zwyczajnie nie można się nie napić.

      Tu z kolei zawsze będzie mi się przypominać pewna anegdotka. I zawsze będzie mnie to śmieszyć :)

    • - Kobietom pieniądze potrzebne nie są. Bo i po co? Nie piją, w kości nie grają, a kobietami, psiakrew, są przecież same.
      Umieszczenie tego tutaj a nie tam, uważam, jest zagraniem czysto taktycznym z mojej strony :D
    • - Żarty na bok, jak powiedział król Dezmod, gdy wśród uczty goście nagle zaczęli sinieć i umierać.
      Tzw. rozśmieszanie mnie przez absurd, silnie kontrastujące stwierdzenia, często w jednym zdaniu. Działa zawsze.
    • - Czy ty mnie sluchasz? [powiedziała mistrzyni do swej adeptki pokazując jej swe prywatne pokoje - przyp. mój]
      - To zwierciadło… Jest magiczne, prawda?
      - Nie. Wyciskam przed nim pryszcze.

  2. Do kontemplacji:


    • - Pomyliłaś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
      Ulubiony tekst głównej złej postaci.

    • - Jeśli ma się przyjaciół, a mimo to wszystko się traci, jest
      oczywiste, że przyjaciele ponoszą winę. Za to, co uczynili, względnie
      za to, czego nie uczynili. Za to, że nie wiedzieli, co należy uczynić.

      Ten jeden cytat wydaje mi sie mocno dyskusyjny.. ekstremum w postrzeganiu przyjaźni.. kto chce zapraszam do polemiki.
    • - O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką.
      Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt
      gruszki.
      Ciekawe porównanie. Coś w nim jest :)
    • Ten jest mocny.
      „Ot, babska dola. Wielkie ambicje przekreśla zrujnowana macica.”
      Dość brutalnie ujęty pewien problem, nie powiem…
    • - Strzyg, wiwern, endriag i wilkołaków wkrótce nie będzie już na świecie. A skurwysyny będą zawsze.
      Prawda życiowa, bezdyskusyjna wręcz :D
    • – Moją ogromną przywarą – wyjaśnił – jest niepohamowana dobroć.
      Ja po prostu muszę czynić dobro. Jestem jednak rozsądnym krasnoludem i
      wiem, że wszystkim wyświadczyć dobra nie zdołam. Gdybym próbował być
      dobry dla wszystkich, dla całego świata i wszystkich zamieszkujących go
      istot, byłaby to kropelka pitnej wody w słonym morzu, innymi słowy:
      stracony wysiłek. Postanowiłem zatem czynić dobro konkretne, takie,
      które nie idzie na marne. Jestem dobry dla siebie i dla mego
      bezpośredniego otoczenia. Geralt nie zadawał więcej pytań.
    • Zaiste, wielkiego trzeba zadufania i wielkiego zaślepienia, by posokę lejącą się z szafotu nazywać sprawiedliwością.
      Ciekawa alegoria paru ustrojów politycznych. I innych rzeczy.
    • Postęp (…) jest jak stado świń. I tak należy na ów
      postęp patrzeć, tak go należy oceniać. Jak stado świń łażących po
      gumnie i obejściu. Z faktu istnienia tego stada wypływają rozliczne
      korzyści. Jest golonka. Jest kiełbasa, jest słonina, są nóżki w
      galarecie. Słowem, są korzyści! Nie ma co tedy nosem kręcić, że
      wszędzie nasrane.

      Kolejna prawda życiowa, ciekawie metaforycznie przedstawiona.
    • - Sam nie wiem, co o tym myśleć, jak powiedział król Dezmod, gdy przyłapano go na oszukiwaniu w karty.
      Bardzo
      ciekawy aspekt życia poruszony, buehehe.. no bo tak po prawdzie co mial
      powiedzieć król Dezmod, hęęę :D a co mieli powiedzieć jego koledzy
      gracze, niekoniecznie przecież monarchowie? :d

    • No i mój ulubiony cytat :) Absolutny faworyt. Komentarz zbędny.
      „Całe życie sikałeś pod wiatr, a wiedz, że dziś, tu, na zamku Stygga wysikałeś się pod huragan.”

Na koniec wycinek z ważnej części mojego życia jakies 2 tygodnie temu.

Próba pożyczenia od KOGOKOLWIEK/CZEGOKOLWIEK (wliczając 2 biblioteki)
brakujących dwóch tomów Sagi (niechże będzie, że zmitrężyłem na to 5
godzin, niechże będzie również założone, że zarabiam 10/h) – 50
złotych. Wkurw i decyzja kupienia brakujących tomów w księgarni – 64
złote. Sięgnięcie po czwarty tom, który posiadam od bez mała 10 lat;
okazanie sie (lewa ta strona cos.. kij), że połowa kartek z książki
wypadła i bezpowrotnie zagineła; wkurw jeszcze większy, szybki spontan
samochodem do empiku o 21:45, kupno kolejnego tomu – niech będzie
wszystko razem 44 złote.

Radosc z czytania arcydzieła Sapkowskiego po raz czwarty – bezcenne.

Zostaw komentarz więcej...

Nosze sie…

przez , 24.sty.2008, w Bez kategorii

.. z zamiarem pisania z powrotem na blogu… co jakis czas siadam sobie i czytam notki sprzed paru tygodni, miesiecy, lat… szmat czasu i cos zajebistego jednak, glownie dla mnie bo przeciez wiekszosc (jak nie wszyscy) czytajacych nie ma prawa zrozumiec notki takie jak Mniej Niz Zero, Darkness albo Poltora na Czterdziesci… to byly traumatyczne emocje ktorych nie zapomne do konca zycia, notki mi to tylko jeszcze raz, z podwojnym impetem, uswiadomily. Bardzo fajnie, nie nalezy odwracac sie od swojej przeszlosci. Dlatego decyzja w sumie podjeta, jakas notke pewnie zamieszcze. Ale bedzie jedna roznica, w zwiazku z tym ze doszedlem do wniosku ze to glownie dla mnie ta strona jest.. zamierzam bloga zabezpieczyc haslem. A bo tak. Kto bedzie mogl to czytac ten wie jak ze mna kontakt nawiazac, i jesli bedzie chcial nie bede widzial pewnie zadnych przeciwwskazan aby haslo udostepnic. No. To tyle, notka ta bedzie sobie wisiec pewnie chwilke :)) coby wszyscy ewentualni zainteresowani nie dostali nagle zawalu serca gdy strona poprosi ich o haslo :P

Co do mnie to jakos leci, przeciez musi :) Jestem w Polsce juz ponad pol roku i nie zaluje. Wole Krakow, naprawde piekne miasto :) W pracy naprawde dobrze, po 5 miesiacach dostalem podwyzke. Normalnie (w dodatku jest to zawsze zalezne od oceny) byloby to wogole mozliwe po pelnych 6 miesiacach, ze mna managment zrobil wyjatek, bo sie ze tak powiem sprawdzam :)) Opcji awansu, chociaz nie szybkiego raczej, jest calkiem sporo. Juz wszyscy w firmie poznali sie na moich zdolnosciach jezykowych, eksploatowany jestem dosc znacznie (absolutnie mi to nie przeszkadza), z poczatkiem lutego bedziem mieli wizytacje potencjalnego nowego duzego klienta ze Stanow (moze nie bede rzucal nazwami.. powiem tylko ze projekt roboczo zostal nazwany Hogwarts :))) – trzeba bedzie zrobic dobre wrazenie na lunchu i Dave zostal do tego wydelegowany :)

Sesja sie zbliza a ja sie oczywiscie jesli o nauke chodzi opierdalam. Ale jak patrzylem na notki z poprzednich lat to i tak jest dobrze, bo cos jednak sie uczylem :) Pierwsze zaliczenie z majcy mam juz z glowy, bardzo dumny z siebie jestem, musze powiedziec –
ostatnim razem kiedy tak naprawde uczylem sie matematyki, mozeta mi wierzyc lub nie, bylo w 3 klasie liceum. Od tamtej pory olewka i to na calego. I dostalem -4 :))) Wiec ogolnie luz. Tzn. nie luz bo sesja sie rozpedza i pewnie bede mial jednak troche tych poprawek, ale mysle ze dam rade, jest git :) pozdrawiam.

3 komentarze więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...