1 tydzien.. and counting…

przez , 19.cze.2006, w Bez kategorii

zaczalem od 12 czerwca. teraz jest okragly tydzien. miazga. jutro zaczynam wlasciwa kuracje, sam sobie wymyslilem, ze tydzien przed rozpoczeciem i tak nie bede pil, zeby oczyscic organizm z toksyn, zeby sie napewno przyjelo.
masakra tydzien :/ chodze podkurwiony, wszyscy mi na to uwage zwracaja. byle co i wybucham, a glos mam donosny, oj tak..

pierwszy kryzys byl w srode, w boomerangu, na meczu Polski z niemcami.. zajebisty klimat, 40-50 polakow, 10-15 szwabsdojczow i paru angoli :) bardzo fajnie bylo jak tamci chcieli niemrawo dopingowac swoja druzyne i spiewali „deutchland” a my wtedy ich przekrzykiwalismy „poland!!” :D Wypas byl.. ja cole pilem.. pierwszy raz w knajpie pilem cos oprocz piwa.. masakra byla bo na zakonczenie regulaminowego czasu gry (90 minuta) wszyscy (no prawie, ale chuj tam) Polacy staneli i jak jeden maz zaczelismy dumnie spiewac hymn Polski.. no i po chwili nam sie wszystkim glosy zalamaly, eeeechh… jebane szwaby.. potem po meczu lajtowo wrocilem do domu, ale kumple chcieli topic smutki wiec zadzwonili czy moga wpasc ze spirytusem. a niech se wpadaja. ja mowilem, ze nie pije. no ale i tak sie nasluchalem, heh… Dawid, banieczke chociaz; Dawid, no Ty nie pijesz?; no wiesz co, chlapnij troche, dobrze nasi grali, itd.. pozostalem asertywny, ale kuuuurwa… co za chujnia…

potem nadszedl weekend. a wiadomo, Plymouth? WEEKEND!! ciezko bardzo. ja to czarno widze kurwa, dwa miesiace takiej mordegi ze ja pierdole no. ale chuj na to klade bo i tak dam rade :)

przyszedl czas zaczac szukac nowych doswiadczen w czasie wolnym, heh.. nie tak zeby ich wcale nie bylo wczesniej :p ale jednak w weekendy to sie glownie imprezowalo. no a teraz prosze, w ta sobote wybralismy sie na rybki :) wynajelismy taki jakis maly kuter rybacki, 20 funtow od osoby, na rejs 4-godzinny na morze :) caly sprzet czyli wedki na szczescie wliczone :) bardzo sympatycznie spedzony czas, zlowilem dwie makrele :D ktore potem bardzo smacznie wpierdolilem pod wieczor na grillu u nas w domu. baaardzo smaczna makrela, az sie zdziwilem ze taka smaczna :)

no a w niedziele z kumplem z pracy poszedlem puszczac latawca :d ale nie takiego byle jakiego, nazywa sie to Power Kite i trzeba miec specjalny sprzet do tego, zeby cie nie wywialo gdzies hen wpizdu :))) takie mocowanie jak normalnie maja kolesie co chodza po scianach, naokolo tulowia. pare lekcji i wzialem ster w swoje rece.. z poczatku niezle, ale jak przywialo to poszleeeem :) troche mnie poturbowalo hehe, na szczescie po trawie. za lekki jestem na ten Matt’a latawiec jednak.. 3,6 metra szesciennego (yy, czy tam kwadratowego, nie jestem pewny, ale 3D kite jest) rozpietosci, jak dobrze zlapie wiatr to i jego z ziemi unosi, a on przeca dobre 15 kilo ciezszy mysle, tak na oko. obok byl starszy kolo, ktory puszczal mniejszego latawca, dal mi polatac chwile, zajebista sprawa. nie wiem czy sobie takiego nie sprawie, tylko kosztuje to troche, musialbym sie liczyc z okolo 70 funtami.. ale sie zobaczy, narazie za tydzien powtorka :D


3 Comments for this entry

Odpowiedz

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...