Archiwum dla: Czerwiec, 2006

life’s a bitch sometimes…. 2 weeks now…

przez , 26.cze.2006, w Bez kategorii

tia. zycie mnie nie rozpieszcza ostatnio, nie dosc, ze ta kuracja jest tak bardzo uciazliwa dla mnie, to jeszcze robie troche mniej sprzedazy w pracy, co juz zostalo zauwazone, i dostalem troche dodatkowego ‚coachingu’ (w sensie siadamy i kminimy co moglbym robic lepiej, takie sranie). po prostu na rannej zmianie ciezej ludziom wciskac ubezpieczenie, jak sie spiesza do pracy np… no ale chuj, wylac mnie nie wyleja, wiec wyjebane mam na to, bonusow tylko szkoda.
na domiar zlego dowiedzialem sie o czyms o czym nie wiem co myslec. tzn. wiem, ale nie wiem. boli kurewsko. cale zrozumienie, ktore na mnie splynelo przez ta jedna wiadomosc… boli bardzo kurewsko. heh.

dlatego stwierdzilem, ze musze sie skoncentrowac na tym co mi sprawia przyjemnosc. mianowicie James Clemens i jego saga o wiedzmie Elenie. nazywa sie to „The Banned and the Banished” i sklada sie z pieciu tomow, niestety nie do dostania w jezyku polskim chyba, albo ja nie szukalem wystarczajaco dobrze… starszy pracownik z mojej pracy pare tygodni temu zobaczyl, ze czytam sobie jakies tam fantasy i mi to polecil do przeczytania, ba, nawet mi przyniosl pierwszy tom :) Wsysnalem jednym tchem, normalnie genialna ksiazka. Bardzo mroczny klimat, bardzo bardzo bardzo dark fantasy, gdzie krew sie leje strumieniami, dziewice poswiecane sa na oltarzach aby otrzymac laski czarnej magii, zwyrodnienia i inne strasznosci; w zasadzie zakrawa bardziej o horror niz o fantasy hehe :) Ale wspanialy swiat koles stworzyl. Tak genialnie laczy bardzo duzo watkow, ktore idealnie powolutku sie splataja ze soba… no normalnie brak mi slow aby dokladnie opisac ta ksiazke. Zaczalem w tej chwili czytac ostatni tom, i juz zaczynam zalowac ze jest ich tylko tyle. Najszybciej przeczytane ksiazki po angielsku w moim zyciu, hehe. Jak kogos interesuje dark fantasy to jest to pozycja absolutnie obowiazkowa, moim zdaniem.

I tak uciekam sobie w swiat Alasei, gdzie mloda dziewczyna o imieniu Elena Morin’stal, ostatnia z wladajacych magia, dzierzaca straszna potege w swoich dwoch zabarwionych na krwisty czerwony kolor dloniach, podejmuje rozpaczliwa probe ratowania swiata wraz z grupa swoich najblizszych przyjaciol. Brzmi trywialnie, hehe, ale glebia tej opowiesci i pomyslowosc autora sprawiaja, ze jest to naprawde nietuzinkowe doswiadczenie, moc to czytac.
W przerwach od czytania ogladam sobie mecze na mundialu. Dobre mecze sa, tylko zauwazylem, ze strasznie brutalna ta gra sie staje. Heh, zbyt duzo kasy jest wpompowywane w pilke nozna, tu juz coraz mniej piekna jest, coraz wiecej zacietosci i chamstwa. Przykre troche, w kazdym meczu w cholere kartek, przepychanek, kontrowersji. Ale i tak bede ogladal, hehe, dobry mecz to jest to. Mam nadzieje, ze Argentyna skopie dupy szwabom i potem bedzie wspanialy mecz finalowy z brazylia, a kto wygra to juz nie wiem. Ale chce zeby final byl Brazylia-Argentyna. Te druzyny na to zasluguja, potem dlugo nic.

2 komentarze więcej...

1 tydzien.. and counting…

przez , 19.cze.2006, w Bez kategorii

zaczalem od 12 czerwca. teraz jest okragly tydzien. miazga. jutro zaczynam wlasciwa kuracje, sam sobie wymyslilem, ze tydzien przed rozpoczeciem i tak nie bede pil, zeby oczyscic organizm z toksyn, zeby sie napewno przyjelo.
masakra tydzien :/ chodze podkurwiony, wszyscy mi na to uwage zwracaja. byle co i wybucham, a glos mam donosny, oj tak..

pierwszy kryzys byl w srode, w boomerangu, na meczu Polski z niemcami.. zajebisty klimat, 40-50 polakow, 10-15 szwabsdojczow i paru angoli :) bardzo fajnie bylo jak tamci chcieli niemrawo dopingowac swoja druzyne i spiewali „deutchland” a my wtedy ich przekrzykiwalismy „poland!!” :D Wypas byl.. ja cole pilem.. pierwszy raz w knajpie pilem cos oprocz piwa.. masakra byla bo na zakonczenie regulaminowego czasu gry (90 minuta) wszyscy (no prawie, ale chuj tam) Polacy staneli i jak jeden maz zaczelismy dumnie spiewac hymn Polski.. no i po chwili nam sie wszystkim glosy zalamaly, eeeechh… jebane szwaby.. potem po meczu lajtowo wrocilem do domu, ale kumple chcieli topic smutki wiec zadzwonili czy moga wpasc ze spirytusem. a niech se wpadaja. ja mowilem, ze nie pije. no ale i tak sie nasluchalem, heh… Dawid, banieczke chociaz; Dawid, no Ty nie pijesz?; no wiesz co, chlapnij troche, dobrze nasi grali, itd.. pozostalem asertywny, ale kuuuurwa… co za chujnia…

potem nadszedl weekend. a wiadomo, Plymouth? WEEKEND!! ciezko bardzo. ja to czarno widze kurwa, dwa miesiace takiej mordegi ze ja pierdole no. ale chuj na to klade bo i tak dam rade :)

przyszedl czas zaczac szukac nowych doswiadczen w czasie wolnym, heh.. nie tak zeby ich wcale nie bylo wczesniej :p ale jednak w weekendy to sie glownie imprezowalo. no a teraz prosze, w ta sobote wybralismy sie na rybki :) wynajelismy taki jakis maly kuter rybacki, 20 funtow od osoby, na rejs 4-godzinny na morze :) caly sprzet czyli wedki na szczescie wliczone :) bardzo sympatycznie spedzony czas, zlowilem dwie makrele :D ktore potem bardzo smacznie wpierdolilem pod wieczor na grillu u nas w domu. baaardzo smaczna makrela, az sie zdziwilem ze taka smaczna :)

no a w niedziele z kumplem z pracy poszedlem puszczac latawca :d ale nie takiego byle jakiego, nazywa sie to Power Kite i trzeba miec specjalny sprzet do tego, zeby cie nie wywialo gdzies hen wpizdu :))) takie mocowanie jak normalnie maja kolesie co chodza po scianach, naokolo tulowia. pare lekcji i wzialem ster w swoje rece.. z poczatku niezle, ale jak przywialo to poszleeeem :) troche mnie poturbowalo hehe, na szczescie po trawie. za lekki jestem na ten Matt’a latawiec jednak.. 3,6 metra szesciennego (yy, czy tam kwadratowego, nie jestem pewny, ale 3D kite jest) rozpietosci, jak dobrze zlapie wiatr to i jego z ziemi unosi, a on przeca dobre 15 kilo ciezszy mysle, tak na oko. obok byl starszy kolo, ktory puszczal mniejszego latawca, dal mi polatac chwile, zajebista sprawa. nie wiem czy sobie takiego nie sprawie, tylko kosztuje to troche, musialbym sie liczyc z okolo 70 funtami.. ale sie zobaczy, narazie za tydzien powtorka :D

3 komentarze więcej...

Miazga.

przez , 09.cze.2006, w Bez kategorii

Sie zbieralem do napisania tej notki, eh… bo jak tu tyle rzeczy na raz opisac. Maksymalnie wyjebisty wypas do Polski sie zaznaczyl. Po prostu kurwa tak sie ciesze, ze pojechalem, ze to normalnie brak mi slow kurdeblat. Wiele rzeczy zalatwilem. Rowniez WIELKICH rzeczy. Takich, ktore zmienia moje zycie cale prawdopodobnie. Oczywiscie caly pobyt na wariackich papierach, setki spraw do pozalatwiania kazdego dnia, i jeszcze najlepiej to by bylo dobrze popic kazdego wieczora, z wszystkimi znajomymi. Nie udalo mi sie z wszystkimi napic, heh, tego najbardziej zaluje ;( No ale coz zrobic.

Pierwsza wielka sprawa, impreza na zsc. Bardzo sympatycznie sie nawalilem jak dzialo :) Ale najwazniejsze z tamtego czwartkowego wieczoru bylo moje male rendezvous z panem Marcinem. Sam od siebie wyciagnal reke w moja strone.. no nie spodziewalem sie tego.. juz sie pogodzilem w zasadzie z tym moim bledem, nauczylem sie jakos zyc z tym ciezarem. Wtedy w czwartek bylem najszczesliwszym czlowiekiem w Krakowie. Chyba mu zreszta wtedy to po pijaku bardzo czesto powtarzalem, hehe ;)

Nastepna wielka sprawa. Kto wie czy nie najwieksza. Nie bede zapeszal tutaj na blogu w sumie, w sensie nie bede sie wdawal w szczegoly, bo i po co. Ale chodzi o to, ze poszedlem do takiego prywatnego lekarza, ten mnie zdiagnozowal, przepisal kuracje (8 tygodni, sick!) i prawdopodobnie wylecze sie calkiem z mojej fucked up alergii. Jest to pierwszy lekarz, ktoremu wierze, ktory naprawde przekonal mnie, ze moze mnie wyleczyc. Autentyczny fachowiec, od razu rozkminil moj jezyk geograficzny. A mi kurwa alergolodzy i inni gastroenterolodzy przez 22 lata mojego zycia pierdolili, ze taki bede mial cale zycie, nic nie mozna zrobic. A ten kolo od razu rozpoznal chorobe toczaca mnie od srodka i powiedzial, ze jest to jak najbardziej wyleczalne. No nie wiem czy jest ktos w stanie wyobrazic sobie jak jego slowa uradowaly moja dusze. Cale zycie czekalem na tego czlowieka. Ktos (…) mi kiedys powiedzial, ze jestem najbardziej dobrym „niewierzacym” czlowiekiem jakiego zna. Odpowiedzialem jej wtedy, ze wierze w ludzi, i w to ze swiat odda. Wlasnie mi oddal… przez ten wyjazd do Polski… az sie boje, ze to nie zadziala… bo przeca nadzieja matka… ale autentycznie wierze temu lekarzowi, przekonany jestem, ze mnie wyleczy.

Kolejna mila sprawa z wyjazdu do Polski to zalatwione zeby na cycus glancus. Prawie 8 godzin spedzone na fotelu dentystycznym, durniejszy jestem rowniez o jedna osemke, ale warto bylo. Teraz powinien byc git przez dluzszy czas.

Telefon sobie nowy sprawilem rowniez. No zlego slowa o nim nie moge powiedziec; aparat, kamera, mp3 player, karta pamieci SD dodatkowa 512 mb, wykurwiste sluchawki robiace rowniez za zestaw glosnomowiacy, no absolutny wypas. Jak szalec to szalec, odpukac jak sie mu nic nie stanie to powinien mi sluzyc dobre pare latek.

Do Gliwic tez znalazlem czas pojechac na dwa dni, odwiedzic kolege podwika :) Akurat papiez wyladowal w warszawie, prohibicja w Krakowie i w Gliwicach tez. Ale my wyjebanka, poszlismy do knajpy, jeden zubr, drugi, trzeci, pierwszy wsciekly pies, drugi, chyba trzeci (juz mi sie tutaj powoli film urywal chyba..) potem wracajac wstapilismy do monopola i jeszcze 0,7 obrocilismy :D I wogole obudzilem sie nie u podwika tylko u jego kolegi, siara, bo jego mama przygotowala mi nawet posciel jakas, heh :) Buehehe, taka prohibicje to ja rozumiem, lol. Wyjazd bardzo udany, ciesze sie ze znalazlem czas tam wpasc.

Z ojcem tez spedzilem troche czasu, nawet sie wybralem z nim golfem babci do Tarnowa odebrac jego volvo co bylo w naprawie. Wyjechalismy z Kraka o 10 rano, o godzinie 13:00 bylismy 25km za Krakowem. Takich korkow to ja kurwa w zyciu nie widzialem, masakra. Ruch wahadlowy, psia ich mac, jeden pas tylko moze jechac. 15 minut czekania, potem podjazd 300 metrow, i znowu czekanie… miazga, myslalem ze tam uswierkne. No ale trzeba bylo sie poswiecic.
Wogole to do Gliwic pojechalem tez wlasnie golfem babci, hehe lol, zdolalem jej go zarznac :))) Gaznik wysiadl, masakra, jak sie zatrzymalem na swiatlach od razu mi gasl… trza go bylo caly czas na wysokich obrotach.. jak wracajac z gliwic przy wjezdzie do Kraka trafilem na korek (pieprzone autobusy z pielgrzymkami..) to centralnie po godzinie juz mi lewe kolano wysiadalo od wciskania sprzegla non-stop :/ Cale szczescie naprawa nie byla zbyt kosztowna.

Z bratem i z Mama spedzilem tez sporo czasu. Poznalem Pauline mlodego, fantastyczna kobieta :) Ma poukladane w glowie, nic tylko pozazdroscic heh :) Szkoda tylko, ze tak krotko bylem w ojczyznie. No ale coz zrobic. Mam nadzieje, ze odwiedze Polske jeszcze w tym roku, zwlaszcza jak sie juz wylecze do konca. Wtedy powrot na stare smieci moze nie bedzie bolesny wogole, bo jednak klimat w Krakowie jest zdecydowanie gorszy dla mojej atopowej skory w porownaniu do portowego miasta Plymouth.

Na koniec taki drobiazg hehe, nie warty wzmianki moze :) ta kuracja osmiotygodniowa ktora zaczne w nastepnym tygodniu.. to jest pewien walek.. przez ten czas nie moge pic wogole alkoholu. nawet piwka malego. ciezka sprawa :) no ale dochodzily mnie juz sygnaly (od wieeelu ludzi niestety..) ze juz praktycznie alkoholikiem jestem, wiec wreszcie mam doskonaly powod, zeby pokazac ze tak nie jest. i nawet nie ma co dywagowac czy sie zlamie czy nie, ja naprawde czekalem na ta kuracje cale moje zycie.

1 komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...